Krzysztof Dziób Absolwent Lart*studiO 1997 - Gwiazda serialu "Detektywi"
Rozmowa z Krzysztofem Dzióbem, gwiazdą serialu „Detektywi"
Niewiele brakowało, by Krzysztof Dziób - obok Adama Małysza - reprezentował polskie narciarstwo na arenach międzynarodowych! Zrezygnował jednak z uprawiania sportu i wybrał aktorstwo. Gdy chciał je rzucić, pojawiła się propozycja z „Detektywów", na planie których poznał swoją żonę Anis. Latem wzięli ślub po góralsku.
- Czy to prawda, że jedną z twoich pasji są sztuki walki?
- Taka informacja pojawiła się w prasie, ale nie jest zgodna z prawdą. Jeśli chodzi o sztuki walki, interesuje mnie tylko narciarstwo alpejskie (śmiech). Fascynacją do tego sportu zaraziła mnie mama. Gdy byłem mały, jeździłem wyczynowo. Najpierw trenowałem w mojej rodzinnej Rabce, a potem przeniosłem się do Zakopanego, gdzie zostałem zawodnikiem AZS-u. Teraz jeżdżę tylko dla przyjemności.
- Masz na swoim koncie jakieś sukcesy?
- Startowałem w kategorii młodzików. Dostałem jakieś puchary, byłem trzeci w mistrzostwach Polski. Kilka razy pojechałem także na zawody za granicę, ale nie wywalczyłam tam zbyt wiele.
- Dlaczego zrezygnowałeś z uprawiania sportu?
- W pewnym momencie musiałem podjąć decyzję, czy postawić na naukę, czy na sport. Gdy zauważyłem, że odstaję od moich rówieśników pod względem wykształcenia, zrezygnowałem z treningów. Wróciłem do Rabki, ukończyłem liceum i poszedłem na studia.
- Jakie?
- Po zdaniu matury nie miałam na siebie pomysłu. Zdecydowałem się na aktorstwo, bo miło wspominałem przygodę z kabaretem Artura I., w którym przez chwilę występowałem, gdy byłem w liceum. Najpierw poszedłem do Lart studiO * w Krakowie, a po roku zdawałem do PWST w Krakowie. Dostałem się za drugim razem.
- Co robiłeś po ukończeniu szkoły?
- Pracowałem w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Dyrektorem był tam wtedy Paweł Miśkiewicz. Gdy odszedł, dużo się zmieniło. Zaczęła dominować komedia i farsa, a to już mi nie odpowiadało. Zrezygnowałem z pracy i chciałem rzucić aktorstwo. W tym czasie mój ojciec zrealizował marzenie życia i kupił jacht oceaniczny. Przeniosłem się na morze Śródziemne, gdzie spędziłem cztery miesiące.
- Jak duży jest ten jacht?
- Ma 16 metrów długości. To 20-letnia łódka sportowa, która została zrobiona w prywatnej włoskiej stoczni. Żeglarz, który opłynął na niej cały świat, zginął w wypadku samochodowym. Jego rodzina sprzedała łajbę milionerowi, ale on na niej nie pływał. Wtedy do akcji wkroczył mój tata i ją odkupił.
- Pamiętasz moment, w którym dostałeś propozycję udziału w „Detektywach"?
- Wydaje mi się, że płynąłem wtedy jachtem u wybrzeży Chorwacji. To świetnie miejsce, by usłyszeć dobrą wiadomość (śmiech).
- Traktujesz „Detektywów" jako trampolinę do kariery aktorskiej?
- Nie myślę o tym, co będzie. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas zagrał w filmie albo w ogóle nie stanął już przed kamerą. Mam do tego dystans, nie napinam się. Udział w „Detektywach" traktuję jako przygodę. Okres twórczy przeżyłem we Wrocławiu.
- Czy praca na planie „Detektywów" jest wyzwaniem dla zawodowego aktora?
- Oczywiście! Gdy przyszedłem na plan serialu, nie za bardzo wiedziałem, jak poruszać się przed kamerą. Grałem wcześniej jedynie w dwóch teatrach telewizji i serialu „Wielkie ucieczki". Teraz każdy dzień zdjęciowy to dla mnie świetna zabawa.
- Zaprzyjaźniłeś się z kimś z ekipy serialu?
- Spędzamy ze sobą na planie bardzo dużo czasu, więc siłą rzeczy staliśmy się sobie bliscy. Jesteśmy jedną wielką rodziną. Jest dużo pozytywnej energii i życzliwości. Inaczej się nie da.
- Czy zdarzyło się, że ktoś poprosił cię o pomoc detektywistyczną?
- Siedziałem niedawno w knajpie, gdzie do baru podeszło dwoje ludzi. Pytali barmana o córkę, która pracowała poprzedniego dnia w tym lokalu i nie wróciła do domu. W pewnym momencie zobaczyli, że siedzę obok i zapytali, czy jako detektyw mogę im pomóc. Mieli w oczach przerażenie...
- Masz dużo fanek?
- Sporo, ale to są głównie dzieci. Dostaję listy od 14-15-latek. Nie mam pojęcia, czy mogę odpisywać nieletnim, więc profilaktycznie tego nie robię (śmiech). Nie zraża to jednak dwóch najbardziej zagorzałych fanek, które - mimo braku odzewu - cały czas do mnie piszą.
Poza tym mam żonę. Poznałem Anis na planie „Detektywów", gdzie jest realizatorką. Dużo nas łączy. Ona też jest zagorzałą żeglarką, ma patenty i pływała na jachtach. Niestety, nasza praca zabija pasje. Brakuje nam czasu, by wypłynąć w morze. Nie tracę jednak nadziei, że gdy skończą się zdjęcia do serialu, uda nam się zrealizować ten plan.